Ocena użytkowników: / 42
SłabyŚwietny 

Starszego wachmistrza Władysława Zatorskiego ps. "Lawina" z Pleśnej " znali wszyscy partyzanci batalionu AK "Barbara", operującego w lecie 1944 r. na terenie Ziemi Tarnowskiej.

Wiedziano, że przed wojną służył w 5 Dywizjonie Taborów w Bochni, a po powrocie z kampanii wrześniowej organizował w Pleśnej konspirację SZP-ZWZ-AK, której był pierwszym dowódcą. Powszechnie szanowany, wzorowy żołnierz i odpowiedzialny dowódca, cieszył się zasłużonym uznaniem wśród wszystkich, którzy go znali. Gdy w 1942 r. został śmiertelnie postrzelony przez gestapo Jan Witalis, właśnie "Lawina" zaprzysięgał potem wszystkich członków rodziny w celu zachowania tajemnicy organizacyjnej. Dla zestrzelonych w okolicach Nowego Sącza lotników alianckich, organizował kolejne "meliny", na skutek czego szczęśliwie przeżyli cała wojnę.

W sztabie batalionu partyzanckiego AK "Barbara" był dowódcą taborów bojowych. Stanisław Derus opisując w swojej książce "Szli partyzanci" epopeję partyzancką, wspomina szczególną troskę, jaką st. wachmistrz "Lawina" otaczał zmęczone leśnymi szlakami konie. Zaradny, opiekuńczy i przedsiębiorczy w trudnych sytuacjach (np. transport masła z palącego się samochodu niemieckiego) potrafił skutecznie wykorzystać cenną wówczas zdobycz i przekazać miejscowej ludności. Był także nieoceniony w sposobach dostarczania żołnierzom batalionu odpowiedniego pożywienia, co przy panującej powszechnie nędzy było niezmiernie ważne.

Po tzw. "wyzwoleniu" nie ujawnił swej akowskiej działalności, pozostając wiernym walce o odzyskanie niepodległości w ramach "Ruchu Oporu Armii Krajowej".

Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Tarnowie penetrujący intensywnie środowisko AK-owskie wiedział o jego dalszym politycznym zaangażowaniu i "antypaństwowej działalności". Podejrzewano, że kieruje poakowską 8-osobową grupą ("bandą"} zamieszkującą w swoich domach w Pleśnej. Zalecenia Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zobowiązywały powiatowe urzędy do likwidacji podziemia niepodległościowego do końca 1945 r. Tymczasem istniejąca już agentura terenowa informowała o istnieniu całych grup poakowskich, uzbrojonych, obserwowanych w powiecie tarnowskim. Agent o ps. "Leśnik", który według kierownika II Sekcji PUBP w Tarnowie Romana Rubachy " "daje naprawdę cenne doniesienia" informował, że "partyzantka na terenie Lichwina pozostała na swojej placówce, zbadałem, że jest ich nie 100 lecz około 50 ludzi i zaczynają po nocach strzelać z automatów". Informował też, że milicjanci nie zrywają rozwieszonych ulotek o treści antyrządowej, gdyż jest na nich ostrzeżenie AK, że zerwanie karane będzie śmiercią. R. Rubacha postanowił jednak wykazać się skutecznością. W tym celu opracował cały program likwidacji nielegalnych organizacji w gminie Pleśna. Działając jednak według instrukcji powinien był najpierw poszerzyć siatkę agentów i informatorów na tym terenie. Wysłał więc dnia 31 sierpnia 1945 r. funkcjonariusza Kazimierza Meusa do Pleśnej "celem zwerbowania większej ilości agentów".

K. Meus przyjechał na rowerze do Pleśnej z gotowa listą podejrzanych o przynależność do nielegalnych organizacji, a nawet ze zdjęciami niektórych. Zamierzał aresztować Józefa Mruka, ale ponieważ nie było go w domu, zatrzymał się u byłego milicjanta (zwolnionego w lutym 1945 r.) Tadeusza Mruka. Od niego zaczął swoje zadanie. Wymusił na nim podpisanie zobowiązania o podjęciu współpracy z organami bezpieczeństwa. Rozpytywał o byłych akowców, ale szczególnie o Władysława Zatorskiego i jego "bandę". Zobowiązał Tadeusza Mruka by mu donosił o działalności byłych  akowców, na co ten pozornie się zgodził. Potem Meus zostawił u niego rower i udał się na wieś w poszukiwaniu dalszych "informatorów".

T. Mruk nie zamierzając wywiązywać się z przymusowo nałożonych "zadań", postanowił odzyskać fatalny dokument. W tym celu porozumiał się z kolegami. Udał się też do "Lawiny" i wypożyczył od niego 2 pistolety. Tadeusz Mruk jednak nie chciał sam wziąć udziału w akcji, bojąc się rozpoznania przez Meusa. Przekazał pistolety stryjecznemu bratu Józefowi Mrukowi, by razem ze Stefanem Rzeszutko (b. funkcjonariuszem MO ) odebrali dokument powracającemu ubowcowi.

Meus wracając po południu rowerem z Pleśnej do Tarnowa, zauważył dwóch ludzi idących pieszo szosą. Gdy ich dopędził, ci dostawili mu rewolwery do głowy i kazali podnieść ręce do góry. Rzeszutko zabrał mu rower, pistolet i marynarkę, wraz z dokumentami, a Józef Mruk zaczął go wołać do pobliskiego lasu, czemu ten się opierał. Gdy nagle od strony Tarnowa pojawił się na szosie uzbrojony żołnierz WP " zdenerwowany Józef Mruk oddał strza, raniąc funkcjonariusza w brzuch, na skutek czego ten upadł na ziemię. Potem jednak doszedł do najbliższego domu wołając o pomoc. Zawieziony do szpitala w Tarnowie zdążył jeszcze zeznać, że zdjęcie jednego ze sprawców znajduje się w PUBP w Tarnowie. Po kilku dniach zmarł.

Po skończonej akcji Józef Mruk i Stefan Rzeszutko oddali  Tadeuszowi Mrukowi pistolety wraz z dodatkowym pistoletem Meusa oraz dokumenty, który przekazał je Władysławowi Zatorskiemu. Najwyraźniej " likwidacja funkcjonariusza nie była zamiarem owych "zamachowców", bo wówczas użyliby obydwóch posiadanych pistoletów. Strzał, który padł był wynikiem zaskoczenia i strachu wobec nadchodzącego żołnierza.

Kierownik PUBP w Tarnowie ppor. Ludwik Wojtasow oraz wspomniany Roman Rubacha wraz z sekcją "Walki z bandytyzmem" (W.B.) opracowali plan odwetu. Nazajutrz 1 września 1945 r. dwa samochody ciężarowe, liczące 29 ludzi wyjechały w południe na akcję. Pierwsza drużyna pod komendą Rubachy otoczyła Pleśną od południa, druga, pod komendą zastępcy kierownika sekcji W.B. Zygmunta Wójcika (nie wiedziano, że był wtyczką ROAK) otoczyła wieś od północy. Mając już przygotowaną listę aresztowano 6 osób. Druga grupa otoczyła dom Zatorskiego. W swoim późniejszym raporcie R.Rubacha kłamliwie podawał, że usłyszeli z domu strzały. "Lawina", który często wyjeżdżał na Ziemie Odzyskane, powrócił na wiadomość o poważnej chorobie ojczyma. Nie spodziewał się aresztowania, a obława zaskoczyła go w domu. Trzej ubecy, którzy weszli do domu: Szymański, Kukułka i Lisowski zobaczywszy chorego Franciszka Zatorskiego w łóżku, wyrzucili go wręcz przez okno. "Lawina" nie mając żadnej możliwości ucieczki, schował się w skrytce piwnicznej, w kuchni pod piecem. Matka w czasie rewizji zasłoniła sobą drzwiczki do skrytki, ale to zwróciło uwagę ubeków. Odsunięto ją - a wówczas otworzyły się drzwiczki mające zepsuty zawias i zobaczono "Lawinę". Koledzy partyzanci mówili potem, że otrzymał 16 postrzałów. Był wszak "wrogiem" nowej rzeczywistości. Zadowoleni z akcji ubecy " przecież też Polacy " powiedzieli rodzinie, żeby pogrzebała Go jak psa. Sąsiad zbił trumnę i 4 września 1945 r. st. wachmistrz "Lawina" został pochowany na cmentarzu w Pleśnej, w mogile ziemnej. Bezpośrednim zabójcą był funkcjonariusz PUBP w Tarnowie Władysław Szymański. Podobno mieszkał w Tarnowie przy ul. Okrężnej i podobno potem zmienił sobie nazwisko. Ciekawe dlaczego"

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej " Koła w Tarnowie i Pleśnej pragnąc zachować pamięć o tym modelowym Polaku, wiernym żołnierzu i prawym człowieku, zorganizowały uroczystość odsłonięcia i poświęcenia tablicy związanej z ofiarą życia i śmierci st. wachmistrza Władysława Zatorskiego ps. "Lawina" w miejscu wiecznego spoczynku na grobowcu Antasów przy głównej alei cmentarza w Pleśnej. Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w kościele parafialnym w Pleśnej, dnia 21 września 2008 r., o godz. 11:30.

 

Dr Maria Żychowska

Okoliczności śmierci podano

wg Akt IPN oraz zeznań Rodziny.